Księga Zawodów

modlitwa z offu

mroźną jesienią zszedłem do podziemia,

albowiem pan ujrzał mnie tam.

co rano wspinam się po schodach.

a potem zbiegam w dół.

a później tworzę iluzję offu na niskim parterze.

przekręcam żaluzje.

na pańską chwałę pisuję listy pełne numerków.

kręcę audycje. organizuję koncerty.

w pańskim interesie gram święte epizody przed kamerami.

i coraz częściej uśmiecham się do pana.

albowiem wtedy dużo prędzej doprowadzony zostanę

do podziemnego

królestwa.

modlitwa z sądu

powołał mnie pan

do komisji,

bym w pańskim imieniu

wysyłał na chwilę do nieba.

lecz wolą sądu

zsyłać do piekieł

ostatecznie trzeba

za ciężkie grzechy,

na długie lata.

wtedy pieklić się będą

wszyscy niewinni.

i żądać nieba.

i odwoływać się będą

do pańskiego sumienia

w przypadku winy.

zgodnie z przeznaczeniem.

modlitwa w pańskiej służbie

wpłynął pan dnia siódmego do mojego snu.

i wezwał przed swoje oblicze.

i rzekł:

obudź się, albowiem pora najwyższa odrobić pańszczyznę.

albowiem zbawieni najprędzej będą ci, którzy nawet w dzień pański

pracują na moją chwałę.

i dyżur pełnią przy czarnych owieczkach.

i nie sprzedadzą się za trzydzieści złotówek,

lecz dzień wolności

od zła wszelkiego za to mieć będą.

tak oto przez sen przykazał pan.

a ja otwarłem oczy na nowy już czas.

i z samego rana poszedłem pozmywać naczynia po winie.

i wybiegłem z domu w pośpiechu.

a deszcz płynął po ulicach strumieniami.

i gromy biły się w ciemnym niebie.

lecz liście rzucały pod moje stopy dywany.

i jednak zdążyłem w godzinę pańską rozesłać listy

polecające na msze.

ja, bosy służbista pański, w przemoczonych butach,

słyszę jak deszcz wygrywa pieśń o pasterzu

i jego zbłąkanych owieczkach.

modlitwa trumienna

błogosławieni ci, na których spłynie powołanie,

albowiem tylko oni powołani zostaną na spotkanie.

i biegać będą aż do utraty wiary

w zwycięstwo.

i modlić się będą żarliwie o

korzystny wynik.

i wrócą odmienieni poprzez rywala,

nie do poznania.

lecz ja pominięty zostałem,

albowiem zbyt wątła jest moja wiara

w wygraną w trzydzieści i trzy

sekundy.

i chociaż pan bierzmował mnie w jordanie5,

i chociaż siódme poty po wielekroć spływały ze mnie na parkiet,

nie spłynęło powołanie.

albowiem wiara w cuda nie czyni zwycięzcą,

gryźć ziemię będą ci, którzy powołani zostali

do gry.

albowiem każdemu co innego pisane.

mi raczej pisać o śmierci

aniżeli z miłości biegać za piłką.

od trumny do trumny.

modlitwa w pańskiej intencji

panu Januszowi Drzewuckiemu6

nie przyjął pan moich modlitw.

i nie wysłuchał ich pan po raz wtóry,

choć wysłuchiwał już dużo słabszych

modlitw niż moje.

choć czytając je po wielekroć

odchodzili od wiary najwierniejsi,

odchodzili od zmysłów utalentowani.

lecz to właśnie pan jest panem

i do pana należy wybór tych,

przed którymi otworzą się królewskie łamy.

lecz ja nie odmówię sobie

odmówienia kolejnej modlitwy.

w nadziei, iż może tym razem dostąpię łaski

pojawienia się choć przez chwilę w pańskich

niebieskich stronach.