Zamiast różowego listu

Moje malutkie miasto ma zbyt wiele uliczek —

(nie mogę ciebie spotkać, choć co dnia wszystkie liczę).

Moje malutkie miasto ma uliczek za mało —

(nie ma w nim takiej jednej, by się dwoje spotkało).

Moje malutkie miasto mogło stać nad tysiącem,

które mają chodniki30 długo, długo idące,

a nad każdą by stały smukłych domów miliony,

jak dynie pełne pestek drobiem ludzkim zmrowionych —

a każda, co dzień inna, pełna twego kochania

mogła święto spotkania na tych domach wydzwaniać,

na tych domach ogromnych, kolorowych klawiszach —

a my byśmy szli

wiecznie,

a w nas byłaby cisza.

Moje malutkie miasto mogło stać nad króciutką,

tylko jedną jedyną, jak strumyczek wąziutką,

a uliczka ta mogła mieć dwa tylko domeczki,

naprzeciwne, radosne, roześmiane dzwoneczki —

moglibyśmy wyjść sobie w jakiś wieczór lub ranek

z naszych domów: śmieszyczek, radośnianek, wiośnianek,

i od razu się spotkać sercodzwonnie, dłońwdłonnie,

i patrzeć sobie w oczy

wiecznie,

wiecznie,

dozgonnie.

Moje malutkie miasto ma zbyt mało uliczek

i zbyt wiele uliczek,

których nigdy nie zliczę.