CZĘŚĆ TRZECIA
Namiot w obozie zamiejskich pretorianów — Aristomachus i Luccius Tubero na przodzie. — W głębi na łożach Aleksander Sewerus i Ulpianus rozmawiają po cichu. — Wchodzi Irydion.
IRYDION
Przybywam, Rzymianie, w imieniu pana waszego. — Odmówcie wasze skargi — każdą wysłucham i na każdą odpowiem według myśli cezara. —
ARISTOMACHUS
Jeśliś był ciekawy zażaleń naszych, trza było do nas zawitać przed rokiem. — Wtedy bylibyśmy rozprawiali z sobą — ale dziś, Greku, kto jął się oręża, ten zapomniał się skarżyć — kto grozi, ten nie odpowiada, ale rozkazuje. — Przechodząc, widziałeś wszystkich stojących w zbrojach, gotowych do pochodu! Innej odpowiedzi nie otrzymasz ode mnie!
IRYDION
Czy tak samo i Lucius Tubero myśli?
TUBERO
Chociaż mój popędliwy towarzysz lepszy do szeregu niż do mównicy, jednak, Irydionie, do jego słów w tej chwili mało co mam dodać. — Przypomnisz tylko od nas imperatorowi, żeśmy długo prośby nasze podawali bez żadnego skutku — że obiecanego amfiteatru nie raczył nam wystawić i że należnych nagród nie rozdał. — Ode mnie przypomnisz imperatorowi, że ojca mojego do przerżnięcia żył sobie w kąpieli, że córkę siostry mojej do połknięcia gorejących żarów przymusił — powtórzysz mu imiona senatorów, których na utratę czci i gardła w przeciągu trzech lat skazał. — Powiesz mu, że liczyłem niegdyś krocie przyjaciół i krewnych opływających w dostatki — a że dzisiaj nie mam już nikogo — lub że głód rozdziera wnętrzności tych, co pozostali. — Ale za to żyje Eutychian i kilku wyzwoleńców, i kilka nałożnic purpurę noszą. — Dodasz wreszcie, że zhańbił Greczynkę z starożytnego, z uczciwego domu... Irydion dobywa tabliczek i stylem pisze na nich322. Co zapisujesz, synu Amfilocha?
IRYDION
Tę chwilę, imię twoje i śmierć twoją. — Teraz ciągnij dalej!
TUBERO
Dzięki ci, Danausie! Jednak oświadcz panu twemu, że jeśli wyda Eutychiana, byśmy go na krzyżu rozbili323 i wszystkie skarby swoje, byśmy sobie z nich żołd wypłacili; że jeśli złoży natychmiast władzę konsula, trybuna i arcykapłana, to go może jeszcze zostawim324 przy życiu, przy kochance, i odeszlem325 tam, skąd się do nas przywlókł na wstyd i nieszczęście miasta!
ARISTOMACHUS
Niech się tylko spieszy, bo jutro o świcie u bram Rzymu staniemy — godziną później326 w pałacu cezarów!
IRYDION
Czy nic już więcej, przezacni Rzymianie?
ARISTOMACHUS
dobywając miecza
To jedno tylko!
TUBERO
Bo tym tylko można się odwdzięczyć w dniu jednym za poniżenie lat kilku!
ARISTOMACHUS
Tym tylko przeciąć diadema na skroniach cezara i wyziębić uśmiech szyderczy na ustach jego powiernika!
IRYDION
Dobrze mówisz — zgadłeś! — Śmieję się sercem całym, bo słyszę Rzymian mówiących o jarzmie ze wstrętem, z oburzeniem o hańbie!
Wy, których ojców na trzodę bydła zamienił Tyberius, wy, których ojcami gardził Neron, sam pogardzony od kurzawy, na której stąpał, śmiecie wyrzekać na poniżenie! Wy, potomki327 tych, którzy całą ziemię spodlili! Nie łudźcie się daremnie. — Ród wasz czy dawniej, czy później był zawsze świątynią podłości. — Inaczej by pod strumieniami, co z niej wypłynęły, nie była wyschła i Azja, i Grecja, i świat jako wielki, jako nieszczęśliwy, aż po Hyrkańskie Syrty i pustynie Jazygów328! — Tak, tak, śmieję się, Rzymianie, ale ten śmiech nie wiecie, co wróży. — Postępuje kilka kroków naprzód. Jeśli broni nie złożycie natychmiast — jeśli nie padniecie do nóg Heliogabala — jeśli dziesiątego spomiędzy siebie nie poświęcicie zemście jego, biada wam wszystkim! Takie moje zlecenia. —
ARISTOMACHUS
Precz stąd — wracaj do Syryjczyka. — Niech włosy namaści do biesiady Plutona329.
IRYDION
Z tobą już skończyłem. — Dla tamtego mam jeszcze słów kilka.
Zbliża się do Aleksandra.
ULPIANUS
do Aleksandra
Zbądź go milczeniem pogardy!
ALEKSANDER
Nie mogę!
IRYDION
Brat się przypomina tobie — zapytuje się, czemuś zniknął w nocy z Pałacu Cezarów — wzywa cię nazad i karę śmierci zamienia dla ciebie na karę wygnania. —
ALEKSANDER
porywając się z łoża, do Ulpiana
Jeszcze raz nie — pod tym coś się ukrywa — zostaw mnie z nim, proszę ciebie — oddalcie się, przyjaciele. Wychodzą wszyscy. Synu Amfilocha, czyż mściwe bogi rozciągnęły między nami chmurę jaką zwodniczą? Ja nie pojmuję ciebie. — Ty może nie poznajesz Sewera. — Irydionie, ty ślubowałeś przecie hekatombę330 Fortunie, która dzień sprawiedliwości rozświeci nad Rzymem?
IRYDION
I dotąd bogom to samo przyrzekam. — Gdyby mogła choć jedną chwilę sprawiedliwości mi przynieść. Kto wie, może bym przez wdzięczność sam Rzym w hekatombie poniósł na jej ołtarze!
ALKEKSANDER
Synu Amfilocha, nie obrażaj mnie dwuznacznymi słowy — bo winieneś mi wdzięczność za to, że własnym oczom nie dowierzam, choć mi jasno przewrotność twoją wskazują. — Ach! Sam nie wiem, czemu zawsze ci ufać pragnąłem!
IRYDION
Dzięki moje Sewerowi! Gdyby mnie były losy stworzyły człowiekiem i serce moje chciały uposażyć błogim darem przyjaciela, byłbym je prosił o ciebie. — Teraz chyba żelaza piersi naszych zetrą się na polu bitwy!
ALEKSANDER
Czas jeszcze — porzuć sprawę tyrana; wyjrzyj z mgły, którą się otoczyłeś, powiedz mi jedno słowo przywiązania, a nie będę wątpił o wierze twojej! Irydionie, gdzie siostra twoja?
IRYDION
Tam, gdzie ją Fatum przykuło!
ALEKSANDER
Ale ona czysta jak myśl moja o niej. — Irydionie, wołam na ciebie. — Irydionie, zatrzymuję ciebie — ona go nie cierpi — czytałem w jej oczach nieznośne męczarnie — a ty byś miał walczyć w jego obronie?
IRYDION
Czemu dni twoje tak krótkie, latorośli młoda! Z uniesień twoich ku piękności i cnocie śladu nie zostanie — przejdziesz jak dźwięk niesłyszany od ludzi, tylko znany bogom!
ALEKSANDER
Czemu tak żałobnym wzrokiem wpatrujesz się we mnie? Ach! Słyszałem, że matka twoja gdzieś, kiedyś, nosiła Boga potężnego w piersiach!
IRYDION
Puścizną331 dobrego po niegodziwych jest — kara! Synu Mammei, twoja godzina się zbliża!
ALEKSANDER
Ty chcesz mnie przerazić?
IRYDION
Mylisz się, ja ci tylko prawdę ogłaszam. — Jeśli przegrasz, zginiesz z ręki zwycięzcy, jeśli zwyciężysz, z ręki tych, którym za hasło dzisiaj twoje imię służy.
ALEKSANDER
Hańba temu, kto by się frasował332 o śmierć przed godziną lub w godzinę śmierci! Bądź co bądź, zostań przy mnie. — Ja Elsinoe wyrwę z paszczy tygrysa i Rzym na nowo stanie się wiosną siły, zbrojną w nieśmiertelne gromy. — Czemuś się wzdrygnął? Co tak cierpkiego dla ciebie w tych nadziejach moich?
IRYDION
Przypomniałem sobie, że przyszedłem od cezara po twoją odpowiedź.
ALEKSANDER
Nie wspominaj mi jego — ale jeżeli jaką iskrę czucia dały ci bogi, niech ją krzywda siostry i pamięć ojca teraz na pożar zamieni! Przecie naddziady twoje śpiewali Persom, że zemsta jest rozkoszą Bogów333!
IRYDION
Niewinny jesteś. — Ściska mu rękę. Ostatni raz — ostatni, bo oba stoimy nad grobem, a nim trzecia wejdzie zorza, jeden z nas zstąpi do Erebu.
Wychodzi.
Sala w Pałacu Cezarów w filary, w rzeźby, w kosztowne naczynia ubrana — pośrodku ołtarz poświęcony Mitrze — w głębi kurtyna w drogie kamienie, spuszczona od dwóch kolumn złotych. — Elsinoe w purpurze cesarskiej. — Irydion wchodzi w szyszaku i zbroi.
IRYDION
Gdzie przeklęty?
ELSINOE
Tam, tam ciało jego leży na fiołkach, dusza na łonie jędz334 spoczywa. — Wyszłam, by odetchnąć na chwilę.
IRYDION
A nim zasnął, czy mówił o mnie — czy go przygotowałaś, tak jak przykazałem?
ELSINOE
Przystał na wszystko, płacząc i tłukąc się w skronie. — Eutychiana przywołał, rzucił mu się na szyję, za ręce go ściskał, ale jeszcze nie śmiał oznajmić, że ty weźmiesz dowództwo pretorium — powtarzał tylko, iż się spodziewa, że łagodnymi słowy335 i obietnicami nawrócisz zbuntowanych. — Mnie się polecał, bym go moim polecała bogom — potem skoczył i legł wśród kwiatów i tarzał się jak wąż niespokojny. —
IRYDION
Obudzić go trzeba. —
ELSINOE
Chodź za mną!
Idzie i roztwiera kurtynę, za nią widać drzemiącego Heliogabala na stosach róż i fiołków.
IRYDION
Czekaj jeszcze! Te usta rozemknięte coś wymówić mają.
ELSINOE
Przekleństwo im! Czy sennym, czy na jawie, czy żyjącym, czy w grobie!
HELIOGABAL
Iry, Iry, czego opuściłeś mnie?
ELSINOE
On marzy o tobie. —
HELIOGABAL
Elsi, Elsi moja, czego opuściłaś mnie?
ELSINOE
Ach! Córa Grimhildy nigdy twoją nie była!
IRYDION
dotykając się Heliogabala
Imperatorze!
HELIOGABAL
Kto woła — co — gdzie?
Zrywa się.
IRYDION
Cóż tak strasznego widziałeś?
HELIOGABAL
Okropnie mi było. — Zdało mi się w początkach uśpienia, że lud cały i wszystkie narody zdrobniały w karła bezsilnego i spętanego w łańcuchy; moja noga błyszczała na jego włosach jak muszla przejrzystej białości. — Tron mój pałał blaskami Olimpu. — Rzym też już płonął naokoło według obietnicy twojej i ludzi nigdzie nie było, bo wszystkich żyjących gniotłem jedną stopą moją.
IRYDION
A więc pomyślną wróżbę zesłały ci bogi?
HELIOGABAL
Słuchaj, słuchaj. — Zdało mi się, że z mauzoleów powstali umarli — powstał Tubero i Luciusz Wiktor i dwaj Apuleje i inni; wiesz, inni wszyscy — a u widnokręgu nagle ukazał się ojciec mój Karakalla z głową okręconą żmijami, z ludzkimi czaszkami w dłoniach, ogromny, zataczający się w popiołach, i zapadł, wołając — „o synu!”. — Oni wtedy ku mnie stąpać zaczną — karzeł roześmiał się i zrzucił nogę moją. — Oni idą, idą. — Tyś stanął przy mnie, a drugiej strony ona. — Oni idą, patrz, idą, togi zarzuciwszy na lewe ramię, w prawym ręku ściekając sztylety. — Wtedy rzekłeś, wydając mnie — „oto cezar” — i Elsinoe rzekła, wydając mnie — „oto wasz morderca” — i sto nagich błyskawic mignęło przed moimi oczyma — sto rozrzynających gromów ugrzęzło mi w piersiach. Cofa się i zakrywa oczy. Znowu on, on, ojciec mój!
IRYDION
Otrząśnij te ziarna zwodnicze, którymi przelatujący Morfeusz336 osypał ci zmysły. Teraz więcej niż kiedykolwiek bądź przytomnym i silnym — bo pretorianie zerwali z twoją purpurą na zawsze i Aleksander zaprzysiągł nie spocząć, dopóki twoim diadematem337 skroni nie opasze.
HELIOGABAL
O ja nieszczęśliwy! Możeś ty im nie powiedział wszystkiego, nie obiecał przebaczenia i nagród?
IRYDION
Nie złota, ale krwi twojej żądają.
HELIOGABAL
obejmując ołtarz ramionami
O Trójco rozkoszy, o chaldejski Panie!
ELSINOE
Dopóki u nóg Mitry kwilisz, dopótyś338 w kole niebezpieczeństwa i śmierci. — Módl się do Odyna, a zlecą święte kruki i przemogą nad orłem. —
HELIOGABAL
Głos twój Elsinoe! Głos twój niechaj słyszę w ostatniej godzinie — ramiona twoje daj piersiom moim za przepaskę śmiertelną. — Ja cię kochałem za życia, choć ty mnie nie cierpiałaś. —
ELSINOE
Nie konaj przed zgonem — wstawaj, każ przywołać Eutychiana i straż twoją. — Bratu mojemu daj władzę, a on ci da zwycięstwo. —
HELIOGABAL
podnosząc się
Ach! Gdyby można jeszcze....
IRYDION
Nie — nie trza grać w koście339 życia i śmierci na ołtarzu Fortuny! — Dziś w nocy jeszcze miasto zacznie się palić — nie lękaj się — przy tym świetle skonają pieśni na ustach Aristomacha. — Gdzie skarby twoje?
HELIOGABAL
Część przesłałem już do Syrii — reszta pod strażą Eutychiana. —
IRYDION
Co zostało, każ rozdać pretorianom dworu.
EUTYCHIAN
wbiegając
Boski, boski, źle się nam dziać poczyna. — Lud odpędził żołnierzy od bram kurii340. — Senatorowie się wcisnęli do kurii — Siedzą i radzą — a o czym, miły Anubisie? O śmierci Boskiego!
IRYDION
Śpiesz się, cezarze!
HELIOGABAL
Stary przyjacielu, podaj mi rękę. — Tak, dobrze, opieram się na tobie jak za dawnych czasów — razem kadziliśmy w świątyniach Mitry, piliśmy razem. — Ach! W przeszłości mojej wszak smaczne bywały papuzie wątróbki i dziewic rozgorzałe usta — a teraz losem przeciwnym ustępujemy razem — miecz swój oddaj Irydionowi — proszę cię. — Ty zostaniesz przy mnie, a on będzie prefektem pretorium.
EUTYCHIAN
Kto! Ja? Oni chcą głowy mojej, on dostojeństwa mego — bez głowy, bez miecza, jakże to będzie? — Ja przyprawiłem dla ciebie ostatnią czarę Sylwiusza, a...
HELIOGABAL
Milcz i oddaj!
EUTYCHIAN
miecz odpasując
Greku, nie trudź dziecięcia mojego — ono u lędźwi moich zawsze się hojdało341 w miedzianej kolebce. —
POSŁANIEC
wbiegając
Panie mój, w tej chwili przebrany wyszedłem z senatu; a kiedym wychodził już wnosił Kanulcius, żebyś zginął śmiercią Nerona, a brat twój państwo odzierżył!
HELIOGABAL
Ach, ach! Ci sami twarze pasowali wczoraj do śladów moich na piasku. —
IRYDION
Jeszcze raz, nie lękaj się. — Ty, żołnierzu, przebiegnij dolne piętra i zwołaj, co możesz pretorianów — niech czekają na mnie w Atrium Domicjana — potem skocz do mojego pałacu. — Tam znajdziesz gotowych gladiatorów pod wodzą Scypiona — niechaj w tej samej chwili ruszą ku bazylice, w której senat rozpoczął obrady — a przechodząc niech wołają imię moje! Posłannik wychodzi. Synu Samidy342, rozpędzę tych mówców i lud rozepchnę jak dwie nędzne fale. — Lecz by Aleksandra zwyciężyć, trza mi czegoś więcej jeszcze!
HELIOGABAL
Mów. —
IRYDION
Czasu nie masz ogłosić mnie panem dni kilku przed wojskiem i ludem — pożycz mi pierścienia twego — a kto nań spojrzy, uzna mnie namiestnikiem cezara i pójdzie za mną, jeśli wierny tobie.
HELIOGABAL
Czy nie wiesz, że geniusz343 państwa na tym kamieniu wyryty? Że świętokradcą imperator, który go cudzym dłoniom powierza?
EUTYCHIAN
Oddaj — proszę cię, oddaj Irydionowi. — Ja zostanę przy tobie, a on będzie cezarem!
HELIOGABAL
Nie przedrzeźniaj pana twego — patrz na ten żart obosieczny, maczany w jadach getulskich — przyszła mi chętka zatknąć go w sercu twoim.
EUTYCHIAN
Złota klinga! Złota sługa twój nie lękał się nigdy.
Heliogabal rzuca się na niego.
Przepowiedziano w kościele Ozyrysa — że we trzy dni po śmierci Eutychiana cezar ducha wyzionie. —
HELIOGABAL
Co mówisz, przyjacielu? — Ach! Podłóż ramię głowie mojej biednej — nie wierz złym językom. — — Ja nigdy nie przestałem cię kochać. —
EUTYCHIAN
Jak pijany Macedończyk starego Klitusa344. —
IRYDION
Znaku mi potrzeba — znaku. —
HELIOGABAL
Precz! — Nie oddam ci tych wężów złocistych i tego boga z diamentu. — Masz wszystkie moje skarby, czary, jedwabie — dosyć, dosyć. —
Odzywają się krzyki z daleka.
IRYDION
Czy słyszysz początek pieśni tryumfalnej Sewera?
ELSINOE
Uczcij i uszanuj syna kapłanki — czyń wolę syna kapłanki!
HELIOGABAL
O Elsi!
IRYDION
Słyszałeś wyrocznię — ręka twoja!
HELIOGABAL
Sam zdejm z palca Heliogabala — nie — poczekaj jeszcze chwilę — kiedyś i ja biłem się z legiami Makryna. — Dzień był rażącej pogody — wóz mój srebrny toczył się po trupach i włóczniami złotymi ciskałem, promieńmi drugiego słońca. — Dzisiaj ja chcę na nowo. — Ach! — Czy widzicie nad trójnogiem. — Ach! Teraz za kolumną. — On sam i ręką mnie wola. — Okręca się purpurą z krwi własnej. — Ojcze! Pada w ręce Eutychiana. Źle mi, przyjaciele — pierś moja jak dom porzucony — nie ściskaj mi tak dłoni, Greku — zbrodnia zelżonego majestatu... —
IRYDION
Gdzie siła, tam niechaj będzie i godło. — Zdziera pierścień. Idź zasnąć — a kiedy zerwą się płomienie, przyjdę cię obudzić!
HELIOGABAL
Eheu!345 On teraz cezarem — prowadź mnie, Eutychianie. — Siądziesz u wezgłowia mego. — Tarczę moją gładzić będziesz. — Wśród pożaru chcę raz jeszcze przejrzeć się w niej. — Ach! Słabo, zimno, czarno Heliogabalowi. — Eheu — Eheu! — O Elsione!
ELSINOE
Śpieszę za tobą. —
EUTYCHIAN
Cny Amfiloch idzie! Kiedy piasek jeść będziesz i własną krwią popijać, wspomnij o mnie. — Byłem za młodu kucharzem.
Kurtyna zapada nad nim i cezarem.
ELSINOE
Stało się. — Szaleństwo mu dałam za ostatniego towarzysza u brzegu wód piekielnych, nad którymi stoi teraz. — Mów, czy mam jeszcze co wykonać, o bracie, bo dzisiaj w nocy, jutro nad rankiem przyjdzie może pretorianin — może wcisną się płomienie lub pierś sama nie zechce dalej cierpieć i wzgardzi powietrzem!
IRYDION
Strzeż go, dopóki nie wrócę — wtedy opuścisz skazane progi i pójdziesz ze mną. —
ELSINOE
A z nim co będzie?
IRYDION
Mało mi zależy na jego śmierci, mało na jego życiu. — To co nim było, na palcu moim połyska, to co nim jest, nie warte jednej myśli mojej!
ELSINOE
Jeśli tak, zbliż się do mnie — jeszcze, jeszcze — a teraz czy słyszysz cichy głos mój?
IRYDION
Czego chcesz, siostro? — Ręka twoja drży w mojej — bicie serca twego rozlega się na tym pancerzu.
ELSINOE
Niechaj więc zgasną oczy, pod którymi zwiędłam — niech ramiona, co opełzły szyję moją opadną jak dwie starte żmije. — Usta, co pierwsze ust moich się dotknęły, niech znikną w popiołach!
IRYDION
Na jednym więc stosie o tej samej chwili on i Sewerus....
ELSINOE
Nie — nie! — Daj mi ostatniej woli dokończyć. — Znam, Irydionie, siłę ręki twojej i dlatego ostatnią prośbę zanoszę do ciebie. — Oszczędzaj Aleksandra na polu bitwy — nie zarzucaj śmiertelnych cieniów na to greckie czoło. — On jeden się domyślał.... Ach! Czemu lice odwróciłeś ode mnie?
IRYDION
Nie myśl o nim! On jeden już tylko Romę wydziera z objęć nienawiści mojej. Bogowie pozazdrościli go ludziom — wyrok jego zapadł już od dawna!
ELSINOE
A więc raz jeszcze siostrę przyciśnij do łona! — Czujesz li, jako to serce pracuje? Nim wrócisz, ono pęknie, synu Amfilocha. — Ale pamiętaj — krwi niczyjej Elsinoe nie żądała od ciebie. — Żyjcie wszyscy — wszyscy i on, Syryjczyk, i on przemierzły niech żyje — pod koniec ofiary rąk białych i śnieżnej szaty nie skazi dziewica! — Ach! Ona stała długo przed ołtarzem. — Dniem i nocą jej sny, jej żądze, jej wiosna paliła się na zgliszczach! — Patrz! Dymy z niej tylko w powietrzu — ale godzina już bliska i ciało się odwiąże jak koturnu taśmy — wiązka piołunu tylko zostanie na ziemi — duch stanie się cieniem!
GŁOSY ZEWNĄTRZ PAŁACU
Naprzód! Przez Fortunę Irydiona Greka!
IRYDION
Precz z niewczesną żałobą, kiedy już Nemezis wieniec zemsty dla was w każdej ręce trzyma. — Zwycięstwo zstępuje mi w duszę. — W tych szczękach, w tych wrzaskach hasa życie moje. — Urodziłem się w tej chwili, a ty miałabyś umierać? Bądź raczej szczęśliwą i dumną! — Co twój ojciec wzywał, o co bogów ze łzami długie wieki prosił, zbliża się jak piorun. — Huki grzmotów czy już słyszysz w oddali?
GŁOSY
Irydion, Irydion!
IRYDION
Bądź zdrowa!
ELSINOE
Idź. — Ty bądź szczęśliwym i wielkim — a jeśli kiedy przepływać będziesz po egejskich wodach, garstkę popiołów moich rzuć na brzegi Chiary!
Najwyższy taras pałacu Irydiona otoczony balustradą i posągami bogów greckich. — Masynissa na krześle z kości słoniowej — z tyłu domownicy, barbarzyńcy, żołnierze Irydiona.
MASYNISSA
Patrzcie jeszcze!
PILADES
To pewne, że około bazyliki coś dzieje się teraz — ale co, to chyba Sfinksy odgadną. — Stąd łuk Septimiusa wygląda jak dziecię na piasku. — Jeden tylko Kapitol jak wielki tak wielki!
JEDEN Z BARBARZYŃCÓW
O dwieście kroków dajcie gałąź leszczyny, a rozedrę ją strzałem po strzale. — Lecz to forum przeklęte za daleko stoi!
MASYNISSA
Choć lat tyle cięży moim powiekom i słońc różnych tyle psuło mi źrenice, wzrok mój dalej sięga, ludzie młodzi. — W tej chwili sęp jego hełmu przesuwa się nad tłumem — przed nim idzie miecz dobyty Scypiona — za nim czarne głowy braci waszych!
DRUGI Z BARBARZYŃCÓW
I mnie raz łysnęło się w oczach. —
PILADES
Czy wydało mi się bracia? Czy słyszałem jakby konające echo tysiąca?
INNI
Ot! Grzmi znowu. —
MASYNISSA
Nic mu nie będzie — przeszedł i już zniknął w przysionku. — Gladiatorowie usiedli na schodach, a motłoch jak znużone morze liże stopy gmachu. — Ho! Werresie. —
WERRES
Jestem. —
MASYNISSA
Wielu masz ludzi pod sobą?
WERRES
Syn Amfilocha powierzył mi niewolników z Sycjonu i rotę Germanów, co od Legii Cysalpińskiej346 zbiegła do nas wczoraj. —
MASYNISSA
Jak tylko wejdzie Hesperus347, ruszysz z nimi ku Samnickiej Bramie348. — Tam czekaj, aż słup ognisty wzbije się z wierzchołków, na których rozmawiamy, a wtedy zaczynaj od willi Rupilusa i pożar rozpuszczając w lewo zmierzaj zawsze ku Forum. —
WERRES
Polegaj na mnie jak na Katylinie349.
MASYNISSA
Ach! Ufam staremu patrycjuszowi, że puchar zemsty wychyli aż do dna.
WERRES
I znów napełni do brzegów. —
MASYNISSA
Alboinie!
ALBOIN
Czego żąda syn pustyni?
MASYNISSA
Ojciec raczej — gdzie twoje Hercule?
ALBOIN
Już wrócili, zatrzymawszy jeden wodociąg za miastem, a w mieście fontannę Galby i zdroje Manliusa350.
MASYSISSA
W nocy stanowisko twoje będzie u sadzawki Nerona351 — pamiętaj czynić powinność, na którą przysiągłeś.
ALBOIN
Nie ma co przypominać — wioskę hordy mojej cesarz Karakalla spalił nad brzegami Renu — mnie kazał służyć i dosłużyłem się wreszcie dzisiejszej nagrody! Odepchnę żeby ślepego starca z wiadrem, żeby drobne chłopię z rączką wyciągniętą po kroplę wody!
MASYNISSA
Dobrze mówisz. — Błogosławieństwo starca nie zaszkodzi tobie!
WERRES
do Masynissy
Proszę cię, spojrzyj — serce mnie boli z oczekiwania. —
MASYNISSA
Pusto już wszędzie. — Jeden Scypion tylko leci na koniu. —
WSZYSCY
Skąd?
MASYNISSA
Od Kurii Hostylli352 — teraz jednym skokiem przepadł wśród pałaców. —
PILADES
Może panu naszemu trza ruszyć na pomoc? —
MASYNISSA
Nic nie słyszycie?
WSZYSCY
Nic — nic. —
ALBOIN
Jakiś niedobitek dźwięku krąży w uchu moim. —
MASYNISSA
Ja wam mówię, że tętnią kopyta. —
WERRES
Coś takiego — coś takiego. —
PILADES
Patrzcie. — On, on się wydobył. —
WERRES
Teraz obelisk i portyk go przesłonił. —
ALBOIN
Jak strzała przebił na wylot świątynię. —
MASYNISSA
Scypionie!
GŁOS SCYPIONA
Zwycięstwo!
CHÓR
Niech żyje wnuk Afrykanina!
GŁOS SCYPIONA
na wschodach353
Nie traćcie czasu — słońce już w kałuży krwi tonie za Tybrem — z lochów wynieść pnie i gałęzie cyprysów i nim wejdą gwiazdy, stos z nich ułożyć nad domem — Wchodzi. Werresie, Masynisso, przyjaciele, nie ma już senatu!
PILADES
A pan mój gdzie?
SCYPIO
Udał się do Pałacu Cezarów, by straż pretoriańską obejrzeć. — Za chwilę ujrzycie go tutaj! Do niewolników wchodzących z drzewem i konwiami. — Tu pośrodku — między Minerwą Ateńską i Dianą z Efezu — a każdą warstwę przysypać korą aloesu, polać zdrojem nafty354!
MASYNISSA
Lubię głos twój, Luciuszu! Mów nam, jakoś braci wypędził z siedzeń kurulnych. —
SCYPIO
Irydion samowtór355 ze mną wszedł do kurii. — Siedzieli spisani ojcowie jak za dobrych czasów — posąg Heliogabala leżał na ziemi z głową przy stopach, z rękoma u szyi, a Wolero starszy nogą parł mu piersi i przemawiał, udając Katona!
WERRES
Syn kupca!
SCYPIO
Umilkł też, jak Greka zobaczył, bo na czole Greka noc posępna, jakby noc wieków przeszłych, leżała w tej chwili. — Maksymin Uksor zapytał, jakim prawem znieważamy progi senatu — na to syn Amfilocha oparł się o podstawę filara i ręce założywszy na Meduzie pancerza rzekł: — „Rozejdźcie się i miasto opuśćcie”. — Wrzaski zagłuszyły te słowa. — Kapłan Jowisza Ventidius krzyczy na liktorów — inni porywają się z krzeseł i dobywają sztyletów. — Irydion wtedy ozwał się, szydząc mroźnym głosem: — „W przybytku, gdzie ojcowie wasi potępili Grecję, zhańbię was na zawsze, jeśli nie usłuchacie”. — Wolero rzucił się spod mównicy, ale sztylet jego ześliznął się na zbroi Greka i sam padł u podnóża Kaliguli, na ostrym węgle rozkrojone czoło krwią plusnęło i zemdlał senator. — Grek nie raczył nawet dobyć miecza, obrócił się ku mnie: — „Oddaję ci ich, Scypionie” — i klasnął — nasi drzwi ze spiżu wyrwali, liktorów przeparli, runęli do kurii — przed ostrzami ich mieczów ustępowali. Ojcowie — kto się opierał, ten leży obok Wolerona — kto mógł, wyskoczył bocznymi ujściami — uciekając, świadczyli się Jowiszem, a ja zwycięstwem pod Zamą356, Werresie!
WERRES
Ach! Mnie tam nie było!
MASYNISSA
Uspokój się — za to dziś w nocy zasiądziesz do lepszej biesiady!
CHÓR
Oto pan nasz idzie — głos jego słyszymy. —
Wchodzą gladiatory357 — za nimi Irydion.
PILADES
O synu Amfilocha, tyś nam wrócił cały. —
IRYDION
Wstań, dobry mój Piladzie — dzięki tobie!
Ha! Stos już wzniesiony, tylko nie ma całuna358 z amiantu dla popiołów359 Romy. — Witajcie mi wszyscy. — Starcze, rozdałeś rozkazy?
MASYNISSA
Stało się według życzenia syna mego. —
IRYDION
siadając przy Masynissie
Odpocznijmy chwilę, zdejm mi szyszak, Piladzie. — Lucjuszu!
SCYPIO
Słucham, wodzu!
IRYDION
Zważaj pilnie na każde słowo, iżbyś je zapamiętał i strzegł jak zemsty swojej! — W ogrodach pałacowych stali pretorianie w nieładzie i przerażeniu, jedni pijani, drudzy bez oręża, inni bez znaków centurii swojej. — Dałem im się wykrzyczeć — a kiedy ucichły gwary, wzniosłem rękę moją — na widok pierścienia niebezpieczeństwo gorejące pojęli. — Trybuni otoczą mnie i pytają się — krótko przemówiłem — rzezańce Syryjczyka znieśli pełne misy srebra — przysięgi straszne z ust wszystkich zagrzmiały — aż do ostatniej kropli — aż tchu nie stanie — i inne na dzisiaj dobre, zgrzybiałe do jutra. Idź więc i obejmij nad nimi czuwanie — uprzedziłem, że przyszlę360 jednego z moich — na znak weź miecz Eutychiana i na pomoc przybierz gladiatorów Elsinoi. — Trzymaj ich ciągle w oczekiwaniu, mów, że za murami już widać manipule361 Sewera — kiedy jęk w mieście rozlegać się zacznie, mów, że to manipule Sewera — kiedy łuna dojdzie ogrodów, mów, że to manipule Sewera. — Oni nie wyjdą na spotkanie wściekłych braci swoich — a gdyby nad rankiem nadeszli zamiejscy, wtedy z początku łudź Aleksandra, wynajduj jakie chcesz warunki, zrywaj je i odnawiaj, dopóki cierpliwości mu stanie — a potem bij się do upadłego. — „Heliogabal i Karakalla” — niech będzie twoim hasłem zwodniczym. — Aż ujrzysz płomienie u szczytów Kapitolu i płomienie na Forum poznasz wtedy, że syn Amfilocha bliski!
SCYPIO
A gdyby Syryjczyk wyczołgał się z głębin pałacu i chciał pomieszać nam szyki?
IRYDION
Nad Syryjczykiem czuwa siostra moja. — Zresztą szanuj jego życie do końca, bo pretorianie służą nam, tylko dopóki on oddycha.
SCYPIO
A ty gdzie się udasz?
IRYDION
Może jeszcze w nocy zawitam do ciebie. Teraz spiesz się — już zmierzch lekkie zagony rozpuścił po niebie. —
Scypio wychodzi.
I tobie czas odejść, Werresie!
WERRES
Za mną!
Wychodzi z kilkoma.
IRYDION
I Alboin w jedną drogę z nimi. —
ALBOIN
Do widzenia, Sigurdzie!
Wychodzi.
IRYDION
do niewolników
Niedługo i wam już trzeba się wybrać. — Lecz pierwej w dolnych perystylach zasiądźcie do przygotowanej biesiady. — Ostatni raz jedzcie i pijcie w domu moim. — Jutro ten dom się rozsypie. — Jutro będziecie zamożni i wolni!
CHÓR NIEWOLNIKÓW
Byłeś ojcem naszym i matką naszą — pożywając chleb z ręki twojej, żyjemy dotąd, a innych po cyrkach i polach nagie świecą kości. — Jeśli który nie wróci, nie pytaj się o niego. — On zginął dla chwały twojej, błogosławiąc tobie!
IRYDION
Idźcie! A kiedy stos ten cyprysowy błyśnie, od świątyń, od termów, od bram miasta, odpowiedzcie mu płomieniem i dymem. —
Wychodzą — on wstaje i opiera się na stosie.
Im bliżej godziny, tym srożej krew moja szaleje. — Czy to nie fałszywe ciemności? Czy odwieczna żądza serca mojego tych gwiazd nie wykłamała przed moimi oczami? — Nie — nie — teraz poznaję noc ostatnią Rzymu. — Czy widzisz, Masynisso, jak tam skradają się męże? — W bok czy widzisz tę samotną pochodnię ciągnącą nad wzgórzem ogrodów? — Ach! Konie zarżały! To konie Werresa — cicho, cicho ludzie moi. —
MASYNISSA
I pod nami dziedzińce zaczynają się wypróżniać — coraz mniej głosów — jedno zdrowie jeszcze wznoszą. —
IRYDION
Imię moje rozbiło się o sklepienia. —
MASYNISSA
Teraz z portyków jedni po drugich schodzą i zgarbieni, milczący zapadają w ciemnościach. —
IRYDION
Wszyscy dotrzymali słowa, wszyscy z domu Amfilocha idą na zgubę Romy. — Nazarenów362 tylko jeszcze nie widać. — Ale Symeon przysiągł, że o trzeciej godzinie sam ich przyprowadzi do mnie. —
MASYNISSA
Niedługo ci czekać. — Hesperus stanął już nad Kapitolem i włosy Bereniki363 znad Gór Sabińskich się wznoszą. —
IRYDION
O nocy! Nie skąp mi chmur i wiatrów — przez wieki potem świecić będziesz jasno i cicho nad rozwalinami, czas mi się ociąga — czas mi dolega, starcze!
MASYNISSA
I mnie także. — Lecz ja czekam dłużej niż ty na upadek wroga i czekam w milczeniu.
IRYDION
Ach! Głos twój zdał mi się głosem ojca. — Czyż w tej chwili posąg Amfilocha nie dostanie krwi i żył, i bijącego serca? W ciemnościach na tym białym krześle ty mi go przypominasz. Idzie do niego. I toga jego tak samo była zarzucona w dniu śmierci! — Daj ręce obie — wyrzecz364 nad głową moją słowo opieki tak, jakby on uczynił przed hasłem do boju. —
MASYNISSA
Niechaj znak mój będzie na czole twoim aż do końca wieków. — Przetrwasz z nim koleje, których nie obaczą te gwiazdy!
IRYDION
Miasto całe w płomieniach! — Nie — tylko w źrenicy mojej buchnęły pożary. — Gdzie oni? Gdzie chrześcijanie? — Coraz czarniej, coraz ciszej w dole — coraz wietrzniej w górze — a ich nie ma jeszcze?
PILADES
wchodzi
Czy mnie wołasz?
IRYDION
Nie ciebie. — Stój — czy w lochach nie odezwały się szelesty? — Czy od katakumb nie zbliżają się kroki?
PILADES
Wracam z sali Amfilocha — nigdzie nic nie słyszałem. —
IRYDION
Przynieś pochodnię. Pilades wychodzi. To być nie może — oni za chwilę tu będą!
MASYNISSA
A gdyby nie przyszli?
IRYDION
Nie przeklinaj mnie. — Na nich oparta cała moja potęga. — Na ich czele zbiegnę miasto i ludowi rzymskiemu przypomnę Brennusa365. — Gladiatory366 i żołnierze moi bez nich nie wystarczą tłumom. — Jeśli mnie zdradzili, zginąłem!
MASYNISSA
Dośpiewują hymnów swoich, bądź cierpliwy, synu!
Pilades wraca z pochodnią.
IRYDION
Zatknij nad stosem!
Konam jak Prometeusz w łańcuchach o chmurę jedną od biesiady bogów. — Czego ty milczysz — ozwij się, Masynisso, niech żyje Hellada!
MASYNISSA
Milczę, bo godzina naznaczona minęła w tej chwili i każde pióro jej skrzydeł śmiechem przedłużonym szumiało w przelocie. — Teraz nic już nie słychać. —
IRYDION
Wbrew losom i ludziom niech się stanie wola ojca mego! Porywa za pochodnię. Cześć ziemi greckiej, cześć! A ty, potrójna Hekato367 przyjm tę ofiarę. —
Ha! Kto idzie? Odpowiedz, czarne widmo! — Jeżeli jesteś moim złym geniuszem368, przyjdź później! Teraz nie wstrzymasz mnie!
POSŁANNIK
Pokój tobie w imieniu Jezusa Nazareńskiego!
IRYDION
Tak, tak — cóż dalej? Gdzie pustelnik? Gdzie bracia?
POSŁANNIK
Symeon wzywa ciebie w rozpaczy. — Na progach Eloimu biskup zatrzymał wszystkich zbrojnych spieszących ku miastu!
IRYDION
Dzięki ci, sługo świętych. — Patrz! Zimny jestem — nie zabiję ciebie. Depcze pochodnię. Ty jedna tylko umieraj! — Do Masynissy. Jeśli kto z moich wróci, niechaj siądzie i czeka!
MASYNISSA
Jeszcze daleko do zorzy. —
PILADES
Panie, panie, szyszak twój!
IRYDION
By zwyciężyć dość miecza — by zginąć nie potrzeba hełmu — naprzód, nazarenie369!
Wychodzi.
MASYNISSA
wstając i wznosząc ręce
O miasto serdeczne moje, błogosławię tobie! O Roma, w cieniu tych ramion bądź spokojnej myśli! — Zbawiona jesteś dla podłości twojej! Zbawiona jesteś dla okrucieństwa twego! Żyj i uciskaj — by ciało zepsuło się w mękach, duch zwątpił o Bogu!
Znika za stosem.
Przybytek Eloimu w katakumbach. — Wiktor na stopniach ołtarza. — Za nim kapłani i starce. – Z jednej strony klęczy Symeon, z drugiej stoi Metella. — Dalej chrześcijanie zbrojni na kolanach — na ołtarzu kielich święty i krzyż obwisły różami wśród palących się kadzielnic.
WIKTOR
Jako po tych dymach mdlejących, tak i po was śladu nie będzie na ziemi ni w niebie! O, żeby sen wasz mógł być kamienny bez wspomnień, bez przebudzenia! Ale w przestworach śmierci wy żyć będziecie tam, gdzie zemsta Pana wiecznym gromem uderza! Wy żyć będziecie na wieki. — Do Symeona. Uciekaj jak pierwszy morderca sprzed oblicza Jehowy!
SYMEON
Słuchaj mnie raz jeszcze!
WIKTOR
Spojrzyj na tę niewiastę, do której się już nie odzywam, bo ręka sądu spoczywa na jej czole. — Odpowiedz. — Kto duszę tę zabił, a ciału przepuścił, by ono pośmiewiskiem było wśród żyjących? Czy nie poznajesz głosu opętania na tych ustach nieszczęśliwych?
KORNELIA
Czego mnie prześladujecie, kapłani ludu mego?
CHÓR KAPŁANÓW
Milcz, córo buntu. — — Ty miałaś być aniołem, ale nie dotrwałaś do końca — potępionaś, potępionaś!
KORNELIA
On wyrzekł nade mną: — „Biedna!” — on wiedział, że hańbę będę cierpieć za niego. — Ale, o Symeonie, nie wątp. — On przyjdzie — ale bracia nie odpadajcie od niego — on przyjdzie! Spośród ogniów mnie wyrwał, kiedy się już kłóciły o ciało moje — spośród was mnie wybawi — on przyjdzie, on przyjdzie!
SYMEON
Wiktorze, słuchaj mnie raz ostatni. — Byłem ci posłuszny zawsze — kto przeciwko mnie świadczyć będzie? Czym dwa razy nie odbył męczeństwa, raz w lochach Antiochii, drugi raz na rynku w Tarsus? Czym lat długich nie pokutował na pustyni? Czym kiedy przełamał zakon lub zgorszył braci moich?
WIKTOR
Gorszysz ich w tej chwili, chwaląc się jak faryzeusz przeklęty przez Syna człowieka!
SYMEON
Mówię prawdę. — Kto z was głębiej rozmyślał nad męką Pańską — w kim żarliwszą miłość obudziły wspomnienia Golgoty? Sam Bóg, by świat zbawić, ubrał się w ciało — a my, by świat nauczyć, nie dostaniemże370 ciała? Dotąd marne duchy z nas. — Gdzie dom, gdzie kościół, gdzie potęga nam?
WIKTOR
Sofisto koryncki, kogóż ty usiłujesz omamić?
„Królestwo moje nie z tego świata”. — Czy słyszycie?
SYMEON
Czemu opuściłem moje piaski wrzące. — Tam niestworzonego kochałem — tu nie cierpię stworzonych!
WIKTOR
Synu!
SYMEON
Głos słyszany po nocach mnie pędzi. — Czyż to marne przeczucia?
WIKTOR
Tyś niedawno jeszcze był wybranym dziecięciem kościoła — a dzisiaj Pana twego chcesz ukrzyżować na nowo. —
KORNELIA
Niżej czoła! Słyszę odgłos z niebozstąpienia!
Irydion wchodzi.
On to z nieśmiertelną młodością na licach. —
Do stóp mu się rzuca.
Mówiłam im, że ty przyjdziesz o Panie, Panie!
CHÓR KAPŁANÓW
Precz stąd, kacerzu371!
WIKTOR
O tej godzinie czara miłosierdzia wysycha w ręku anioła twego. —
IRYDION
Krwią Rzymian ją odświeżę. —
Kto przysiągł i nie dotrzymał? Symeon z Koryntu. — Kto się zgarbił do ziemi i oręż z dłoni wypuszcza? Wy bracia — a w mieście teraz cezar i bogi miasta, czekają tylko zmartwychwstania świętych, by skonać. — Ha! Zostawcie zgrzybiałych na grobach, chodźcie za mną — tam zwycięstwo, tam gwiazdę ujrzycie, jaką widzieli królowie w dniu narodzenia Jezusa. — Tam archaniołów śpiewy!
SYMEON
Hieronimie, Hieronimie ku tobie, ku naszym nadziejom wyciągam ramiona!
CHÓR
Proś Wiktora!
IRYDION
Ojcze!
WIKTOR
Dziś ojca straciłeś w niebiesiech!
IRYDION
Starcze!
WIKTOR
Siwizny mojej nie dożyjesz, bezbożny!
KORNELIA
do Irydiona
Daruj mu Panie. — On nie wie, co czyni. — Do broni, do broni!
IRYDION
Ty jedna tylko, bo ciebie także puściły losy!
WIKTOR
Syny372 ludu mego, patrzcie! Znak wam dany będzie, abyście żałowali za winy wasze, abyście ocaleli za wdaniem się373 pasterza waszego!
Ty, pierwsza niegdyś, dziś ostatnia u stołu pańskiego, przybliż się. — Niech moją rękę położę na skroni twojej!
KORNELIA
Dawniej tyś miłował córę Metellów. — Czego chcesz od niej dzisiaj?
WIKTOR
wznosząc puchar
Uniż się przed krwią Pańską!
KORNELIA
obracając się ku Irydionowi
Uniżę się przed Panem!
Kapłani podają wodę święconą Wiktorowi.
WIKTOR
Duchu święty, w Ojcu i Synu poczęty! To serce obłąkane uczyń na nowo domem Twoim!
Tak jak w godzinę chrztu poświęcam skronie twoje, Kornelio!
CHÓR
Czyż sen ogarnia dziewicę, że zawarła powieki i skłoniła głowę?
WIKTOR
do kapłanów
Otoczcie ją — podajcie jej ramiona!
KORNELIA
Do broni!
WIKTOR
Milcz, zły duchu, który przemawiasz jej obłędem. — Znakiem krzyża opasuję ciebie — słowem Jezus rozkazuję tobie. — Kłamco, jakiekolwiek imię twoje — jakakolwiek potęga twoja, wynidź374 i zniknij!
KORNELIA
W piersiach sto jęków nie moich, sto jęków słyszę!
WIKTOR
Ustąp!
KORNELIA
Ratujcie mnie!
IRYDION
Tu droga, tu, w objęcia moje!
KORNELIA
Ziemio rozstąp się — ukryj mnie przed jego wzrokiem śmiertelnym!
IRYDION
Kornelio, ty moja, ty!
KORNELIA
Gdzie ona? Nie nazywaj ją tym imieniem! Ona uwierzyła tobie — ona zginęła na wieki. — Ha! Śmiechy, śmiechy rozrywają powietrze! Czarne widma okrążają ciebie — precz — precz. —
IRYDION
Rozstąpcie się. — Oddajcie mi ją — bracia, wyrwijmy dziewicę z rąk katów!
KORNELIA
Czyj to głos? Słyszałam go tyle razy. — Ach! Ona była prosta i szczera — ona kochała ciebie przed laty — i ty piękny byłeś — tak — i ty mówiłeś jej: „Chwała moja twoją będzie”. —
WIKTOR
Apage Satanas375.
KORNELIA
Nie przybliżaj się, uciekaj ode mnie — czy widzicie te tysiąc skrzydeł czarnych nad nim? Gdzie Bóg mój?
WIKTOR
krzyż jej wskazuje
Tu, córko!
KORNELIA
Daj go do ust moich. Krzyż całuje. Daruj mi, daruj!
WIKTOR
Wyrzekasz się złego ducha?
KORNELIA
Wyrzekam się. —
Pada.
WIKTOR
Bracia, on zwiódł ją, on zwiódł was wszystkich!
CHÓR
Czegoś tak zbladła strasznie, czemu powstać nie możesz?
KORNELIA
Sąd Pana dopełnia się nade mną. — Umieram — ale słuchajcie, słuchajcie. — Ja w Panu umieram! Ciśnie się ku stopom Wiktora. Ojcze pobłogosław. — Ojcze przyciśnij do łona. — Ojcze broń konającą — już zimno — już straszno — już nie widzę ciebie!
WIKTOR
Bądź spokojna — żal twój zbawił ciebie!
IRYDION
Oderwij się od tej piersi bez serca — do mnie, do mnie, Kornelio!
KORNELIA
Ach! Obraca się ku niemu. Przebaczam ci, Hieronimie — Hieronimie, módl się do Chrystusa!
Pada.
WIKTOR
Czy ty słyszysz mnie jeszcze? Córko odpowiedz — Kornelio!
KORNELIA
Czuję woń rosy i kwiatów.
Umiera.
CHÓR CHRZEŚCIAN
Ojcze wdaj się376 za nami do niewidomego377. — Co rozwiążesz na ziemi i tam rozwiązanym będzie. — Ten, który nas uwiódł, sam blednie teraz!
IRYDION
Hańba wam! Czyż słowa niewiasty będą jedyną wiarą waszą? Czy na rozkaz porwiecie żelazo? Czy dlatego, że ją zabili niegodziwi, porzucicie sprawę moją? Głuche milczenie — wstyd usta wam zawarł ciężki, ciężki jak kamień sarkofagu!
SYMEON
Szatę rozdarłem — pchnij mnie. — Sen i życie niech się kończą razem!
IRYDION
Nie odzywaj się do mnie, niewolniku starców! — Ty, coś ją wydał starcom! Ty przeklęty!
WIKTOR
Wyklinam cię spośród synów ludu mojego — kto się dotknie dłoni twojej, skażon będzie. — Kto stanie, by słów twoich słuchać, odrzucon będzie. — Idź. — Imię twoje było Hieronim!
Wchodzi posłannik.
CHÓR KAPŁANÓW
Pan z tobą — co nam przynosisz, Julianie?
POSŁANNIK
klękając przed biskupem
Augusta Mammea poleca się modłom waszym, bo w tej chwili syn jej wkroczył do miasta i bój rozpoczął na Forum!
IRYDION
Czas mnie ubiegł. — Ludzie mnie zdradzili. Wyrywa krzyż spod zbroi i rzuca. Oddaję wam znak życia wiecznego. — Patrzcie, jak prysł na stopniach ołtarza! Żyjcie podli!
KILKU BARBARZYŃCÓW
Stój! — Słowu naszemu wierni idziemy za tobą. — Jezus niech nas sądzi potem!
IRYDION
Wołajcie: „Odyn i Grimhilda”.
Odchodzi z nimi.
WIKTOR
Módlcie się za Aleksandra Sewera — on będzie cezarem.
Ulica pomników przy murach Rzymu — żołnierze wnoszą rannego Werresa. W głębi czasem przebiegają uciekający.
WERRES
Twoja pochodnia dwoi mi się i troi przed oczyma. — Czytaj napis, Greku!
ŻOŁNIERZ
czyta
Deis manibus, Attili Verris bis consulis378.
WERRES
Dosyć — złóżcie mnie u stóp pradziada — i mówcie dobranoc, bo choć dzień bliski, nie obaczę słońca!
Z przeciwnej strony wśród rozwalin pomnika wychodzi Irydion z katakumb. — Za nim zbrojnych kilku.
IRYDION
Zorza ta natrząsa się ze mnie, udając łunę pożaru. Topory oderwać od pasów, towarzysze! Idzie kilka kroków naprzód. Co wy za jedni, oparci na grobach?
WERRES
Czy śni się umierającemu, czy słyszę głos Irydiona Greka?
IRYDION
Mój własny. Werresie — co się dzieje z tobą?
WERRES
Chodź bliżej — wiesz — pamiętasz; znak miał być dany — czekałem jak zgłodniałe zwierzę i nic, nic nie widziałem, wreszcie sam zacząłem. — Wyjrzyj za tę piramidę, proszę cię, tam, tam, kłęby dymu jeszcze się wiją na lewo. — Rupiliusa udusiłem w popiołach — i lud napadł nas potem, i — „Sewerus niech żyje” zewsząd huczało. — Dostałem, co mi kraje wnętrzności — coraz widniej, a Roma stoi dotąd — a ja, ostatni z Werresów — ja pod nożycami Parki379.
Umiera.
IRYDION
Tak, ostatni! Darmo go cucicie, Greki moje — zapłacił, co był winien losom. — Uszykujcie się i wy, Germanie, połączcie się z braćmi, których przyprowadziłem. Wbiega niewolnik uciekający. Stój — skąd bieżysz?
NIEWOLNIK
Od Forum Romanum — puszczajcie!
IRYDION
Darowałem cię niegdyś siostrze mojej. — Tyś mi nieraz śpiewał Homera — wczoraj jeszcze zapinałeś fibulę380 chlamidy381 mojej w pałacu cezarów, a nie poznajesz mnie?
NIEWOLNIK
Ach! Szlachetny panie mój!
IRYDION
Co słychać — nie oszczędzaj mi bólu!
NIEWOLNIK
Źle, źle bardzo, panie mój, bo ledwo kawał nocy ukroczyły gwiazdy, aż tu nagle nie wiedzieć skąd wrzasnęły legie Sewera i hurmem rzucą się na wzgórze Palatynu. — Scypion bronił się wściekle. — Głos jego noc całą słyszałem, gdyby382 wycie rozjuszonego wilka. — Wiesz panie, na służbie ja stałem obok komnat cezara. — Eutychian przychodził i odchodził niezmiernie blady. — Siostra twoja raz tylko wyszła i rzekła — „Euforion”. — „Czego żądasz, boska Elsinoe?” — Ale ona i słowa więcej nie mówiła — odeszła z wolna, piękna zawsze. — Ale na czole dziwna świeżość, jakby tam już plusnęła fala Styksu. — Zewnątrz krzyk i łoskot coraz większy. — Eutychian nie wytrzymał, zawisnął u porfirowego ganku i woła bez zmysłów: — „Grek zdradził” — to znowu — „Greczynka zdradziła” — to — „Imperator chce miasto zburzyć” — i: „Darujcie mi, kwiryty383”. — Z drugiej strony Arystomacha słyszę, mówi o nagrodach, o wspaniałości Aleksandra, a kiedy umilknie, wnet jęki spod jego miecza, a kiedy odpoczywa, znów łudzi naszych obietnicami — wreszcie pretorianie się zbuntowali. — Trybunów i centurionów słuchać nie chcą — groźby Scypiona marnie latają w powietrzu — bitwa ustaje w ogrodach, wszyscy razem walą do nas. — Ja wtedy, panie, wszedłem kędy była siostra twoja, bo przysiągłem był tobie jej bronić. — Cezar leżał z obłąkanym wzrokiem, do diadematu przypiął był nadusznice arcykapłana, nóż ofiarniczy w jednej ręce trzymał, w drugiej czarę z trucizną; ale nie mógł się zabić i jęczał — to znów wolno, cicho oddychał, to nucił pieśń rozkoszną, jak gdyby w śnie jakim dziwnym! Ona siedziała opodal na krześle złotym, okolona purpurą, milcząca. — Drzwi pierwsze, drugie, trzecie stęknęły i pękły — kroki, głosy, szczęki bliżej — zastawiłem ją ciałem moim!
IRYDION
Daj rękę!
NIEWOLNIK
Włóczni dwadzieścia rozdarło zasłonę, która nas od perystylu dzieliła. — Runęli, wiódł ich Arystomachus, wołając: — „Rabujcie, mordujcie”. — Imperator jak tygrys podskoczył w górę i nazad ugrzązł w różach krwią oblany — wtedy przesłonili go żywą ścianą mieczów — ale potem gdzieś ręce jego widziałem — w innym miejscu głowę jego!
IRYDION
A Elsionoe, Elsinoe?
NIEWOLNIK
Źle, źle panie, bo kiedy wchodził Aleksander Sewerus, wołając z sił całych: — „Kto dotknie się Greczynki temu nie żyć jutro” — ona sama, odchylając purpurową zasłonę, pchnęła się sztyletem. — Błysk stali i krwi strumienie — to tylko dojrzałem i słów niewiele ostatnich utkwiło mi w pamięci!
IRYDION
Nie zważaj — nie zważaj — kamienną duszę dały mi bogi!
NIEWOLNIK
„Irydionie! Wroga twego nie będę kochała”. — I rzekła jeszcze: „Dopełniłam. Teraz, matko, przyjm mnie do siebie” — wtedy wśród tłoku pchany i odpychany potknąłem się na trupie Eutychiana i uciekać zacząłem — po drodze spotkałem Scypiona — on ustępuje z kohortami Cherusków, co jedne przejść nie chciały do Sewera. — Oto on już idzie, panie.
IRYDION
Słońce, które wschodzisz tak obmierźle, tak jasno, odpowiedz mi, gdzie siostra, biedna siostra moja?
Odchodzi w bok i opiera się na grobie.
Tam na zachodzie opłakana, ostatnia mgła nocy zatrzymała się jeszcze nad szczytem Wulkanu! Elsinoe, czy to ty mnie żegnasz? Matka powiadała niegdyś, że cienie lubią się kołysać na czarnych chmurach. — Elsinoe!
Scypio wchodzi z kohortami i staje przy ciele Werresa.
SCYPIO
Pierwszy z nas zasnąłeś, bracie! Skrzepłą rękę niech ci ścisnę jeszcze. — Sit tibi terra levis384!
NIEWOLNIK
Patrz! To on wśród tych kolumbariów385 stoi i pasuje się z bólem!
SCYPIO
Kto?
NIEWOLNIK
Czy nie widzisz? Syn Amfilocha!
SCYPIO
Ach! Wodzu — darmo czekałem na płomienie twoje!
IRYDION
Wiem o tym. —
SCYPIO
Fortuna zdradziła nas wszędzie. —
IRYDION
Wiem o tym. —
SCYPIO
Ulpianus i Tubero gonią za nami — cóż poczniemy?
IRYDION
Czoła ku nim obrócim — krwi rzymskiej, krwi rzymskiej, jeszcze trochę Scypionie!
SCYPIO
Nie ma słabości w tobie — rozpacz drugim mieczem twoim! Żyj wodzu, bo takimi niegdyś byli patrycjusze Romy. — Mnie lepiej zginąć przy tobie, niż obalić się na cyrku. — Naprzód!
IRYDION
Za nadzieją precz niechaj idzie i pochwa — a ty, rękojeści, przyrośnij do dłoni. — Śmierć Aleksandrowi! Naprzód!
Wychodzą.