Myślą, że wszystko ciemności pochłoną,

Dalszych rozkwitów mrożąc siłę żywą.

Tymczasem pod tą ciemności osłoną,

Pod dobroczynną martwości pokrywą,

Tysiącem kiełków drży już ziemi łono,

Ręką natury rozrzuconych skrzętną.

W spowiciu nocy, w zimowej zamieci,

Bijące wewnątrz nie ustaje tętno.

I życie w głębi walką wre namiętną,

By się wydobyć, kiedy je oświeci