ŻONA UPARTA.

Teraz tyle samobójstw, że czyhają straże
Nad rzeką. Niech-no człowiek się pokaże,
Co na afisze nie patrzy
I od korzenników bladszy,
Niedbale utrzewiczony
I ile urękawiczniony—
Myślą, że się chce topić; a więc pełni zgrozy,
Ratują go od śmierci, a wiodą do kozy.
Taki to jakiś po Sekwany brzegu
Biegł przeciw wody. Żandarm zatrzymał go w biegu
I urzędownie pyta o powody
Tego biegu przeciw wody.
„Nieszczęście!—woła biedak—pomocy ratunku!
Żona mi utonęła, żona iż tak rzekę,
Wpadła mi w rzekę”.
A na to żandarm mu rzecze:
„O, praw hydrauliki nieświadom człowiecze!
Szukasz utopionego ciała w złym kierunku,
Ono z góry w dół płynie wedle praw przyrody
A ty za żoną biegniesz przeciw wody?”
„Boć to ciało—rzekł szukacz—było w życiu dziwne,
Zawżdy wszystkiemu przeciwne,
I domyślać się mam pewne powody,
Że popłynęło z rzeką przeciw wody.”


GOLONO, STRZYŻONO.

U nas, kto jest niby chory,
Zwołuje zaraz doktory,
Lecz czując się bardzo słaby,
Prosi chłopa albo baby.
Ci ze swego aptekarstwa,
Potrafiają i podagrze,
I chiragrze i głuchotom,
I suchotom i głupotom
Radzić—a u nich wszakże
Niemasz na upór lekarstwa.
Mieszkał Mazur blizko Zgierza,
Któremu zginęła suka,
Straż domostwa i spichlerza.
Gdy jej z żalem i kłopotem
W okolicy całej szuka,
Wróciła się w tydzień potem.
Ledwie poznał, że to ona,
Bo była wpół-ogolona.
„O zbóje! żeby ją skryli,
Używając takich figli,
Że biedaczkę wygolili!”
„Powiedz raczej, że ostrzygli,
Robi mu uwagę żona,
Bo psów nie golą lecz strzygą.”
„A no patrzcież-bo mi go,
Ozwie się Mazur z przekąsem,
Jaka ty mi dyć uczona!
Mając gołe jak pięść lice,
Chcesz nauczyć nas pod wąsem,
Co jest brzytwa, co nożyce?
A nasz pan, co mu łysina
Prześwieca się jak ta psina,
Myślisz, że jest postrzyżona?”
„A wąsiki ekonoma,
Odpowiada zaraz żona,
Co mu wiszą jak u sosny,
A błyszczą jak namaszczone,
Sąż golone, czy strzyżono?”
„Bierz ci licho twego pana
I pana i ekonoma,
Dobrze, że jest suka doma,
Choć tak szpetnie ogolona.”
„Toć i jam się ucieszyła.
Odpowiada zaraz żona.
Że się suka powróciła,
Choć tak szpetnie ostrzyżona.”
Głupiaś z twemi nożycami!”
„I ty z twojemi brzytwami!...”
„Że golona, przypatrz-że się!”
„Że strzyżona, pokaże się.”
Tak się kłócą mąż i żona;
Miasto Zgierz całe się zbiega,
A krzyk wkoło się rozlega.
Ogolona! ostrzyżona!
Idzie sąsiad: „Niechaj przyjdzie,
Niech się wpatrzy i przekona.”
Idzie żyd: „Powiedz-no, żydzie,
Czy golona? Czy strzyżona?”
Od żyda aż do plebana.
Od plebana, aż do pana,
Sprawa zapieczętowana;
Co sąsiad i żyd dowodził,
Na to się ksiądz i pan zgodził,
Że wygrała męzka strona,
Że suka jest ogolona.
Wracają do domu strony,
Po drodze chłop pyta żony,
Czy wyroku treść pamięta?
Ona milczy jak zaklęta.
U progu suka ich wita.
„Pójdź tu, moja ogolona!”
Wola mąż. A kobieta:
„Pójdź tu moja ostrzyżona!”
Mazur wściekły już nie gadał,
Ani żonie odpowiadał;
Tylko wziąwszy pod rękawki,
Wlecze ją wprost do sadzawki
I topi jak kadź ogórków.
Ona nienawykła nurków,
Już się zachłysnęła nieraz;
On, trzymając za ramiona,
Gnębi, krzycząc: „A no teraz:
Czy golona? czy strzyżona?”
Biedaczka ze śmiercią w walce,
Czując skonu paraliże,
I na odpowiedź palcami,
Jakby dwiema nożycami,
Mężowi pod nosem strzyże.
Na ten widok uciekł z wody
Ona poszła do gospody;
On się puścił aż do Zgierza
I tam przystał za żołnierza.


z Lafontaina