CHŁOP i ŻMIJA.
W pamiętnikach bestyo-graficznych Ezopa
Jest wzmianka o uczynku miłosiernym chłopa
I o pewnego węża postępku łajdackim.
Chłop wyszedł zimnym runkiem po chróśniak do sadu,
Aż tu pod bramą wąż mu do nóg plackiem.
Przeziębły, wpółskostniały, przysypany szrónem,
Już zdychał, już ostatni raz kiwnął ogonem.
Chłop zlitował się nad tą mizeryą gadu,
Wziął go za ogon, niesie nazad w chatę,
Kładzie go na przypiecku,
Podściela mu kożuszek, jak własnemu dziecku.
(Nie wiedząc, jaką weźmie od gościa zapłątę;)
Póty dmucha, póty chucha,
Aż w nieboszczyku dobudził się ducha.
Nieboszczyk wąż jak ożył, tak się wnet nasrożył,
Rozkręcił się, do góry wyprężył się, syknął
I calym sobą w chłopa się wycela,
W swojego dobrodzieja, w swego zbawiciela
I wskrzesiciela!
„A to co się ma znaczyć?—zdziwiony chłop krzyknął;
To ty w nagrodę dobrego czynu
Jeszcze chcesz mnie ukosić? A! ty żmiji-synu!”
I wnet porwawszy dubasa,
Tnie węża raz pod ucho, drugi raz w pół pasa.
Odleciał ogon w jeden, a pysk w drugi kątek;
Rozpadło się żmijsko na troje żmijątek.
Donno drgają
I biegają,
Ogon za szyją, za ogonem szyja,
Już nie zmartwychwstanie żmija.
Przytrafia się to często, ic dobry człek jaki
Niewdzięcznika przygarnie;
Ale trafia się częściej, że niewdzięcznik taki
Przepada marnie.
PIES i WILK.
Jeden bardzo mizerny wilk, skóra a kości,
Myszkując po zamrozkach, kiedy w łapy dmucha,
Zdybie przypadkiem Brysia jegomości,
Bernardyńskiego karku, sędziowskiego brzucha;
Sierć na nim błyszczy, gdyby szmelcowana,
Podgardle tłuste, zwisło do kolana.
„A witaj, panie kumie! Witaj panie Brychu!
Już od lat kopy o was ni widu, ni slychu,
Wtedyś był mały kondlik, ale kto nie z postem,
Prędko zmienia figurę. Jakże służy zdrowie?”
„Niczego”—Brysio odpowie
I za grzeczność kiwnął chwostom.
„Oj! oj!... niczego! Widać ze wzrostu i tuszy!
Co to za łeb, mój Boże! choć walić obuchem!
A kark jaki! a brzuch jaki!
Brzuch! niech mnie porwą sobaki,
Jeżeli, uczciwszy uszy,
Wieprza widziałem kiedy z takim brzuchom!”
„Żartuj zdrów, kumie wilku; lecz mówiąc licz żartu.
Jeśli chcesz, możesz sobie równie wypchać boki.”
„A to jak, kiedyś łaskaw?”—Ot tak bez odwłoki
Bory i nory oddawszy czartu
I łajdackich po polu wyrzekłszy się świstań,
Idź między ludzi i na służbę przystań!”
„Lecz w tej służbie co robić?”—wilk znowu zapyta.
„Co robić?—Dziecko jesteś! Służba wyśmienita:
Ot jedno z drugiem nic a nic!
Dziedzińca pilnować granic,
Przybycie gości szczekaniem głosić,
Na dziada warknąć, żyda potarmosić,
Panom pochlebiać ukłonom,
Sługom wachlować ogonem,
A za toż, bracie, niczego nie braknie:
Od panów, paniątek, dziewek,
Okruszyn kostek, polewek.
Słowom, czego dusza łaknie,”
Pies mówił, a wilk słuchał uchem, gębą, nosem,
Nie stracił słówka; połknął dyskurs cały
I nad smacznej przyszłości medytując losem,
Już obiecane wietrzył specyały.
Wtem patrzy.—„A to co?”—„Gdzie?”—Ot, tu, na karku?”
„Ech, błazeństwo!”—„Cóż przecie”—„Oto widzisz troszkę
Przyczesano, bo na noc kładą mi obrożkę,
Ażebym lepiej pilnował folwarku!”
„Czy tak? pięknąś wiadomość schował na ostatku!”
„I cóż, wilku, nie idziesz?”—„Co nie, to nie, bratku!
Lepszy w wolności kąsek ladajaki,
Niźli w niewoli przysmaki.”
Rzekł i drapnąwszy co miał skoku w łapie,
Aż dotąd drapie.
KOZA, KÓZKA i WILK.
Sąsiadka koza, ta, co to rozwódka,
Z rodu Ostrorożanka, a tak rzezka czołem,
Że umie łeb za łeb rozmówić się z wołem
I nie da lada wilku brać się do podbródka,
Wczoraj w las idąc zbierać na domu potrzebę
Rokitę, czy lipią skórkę,
Na gospodarstwie zostawiła córkę,
Której jest na imię Bebe.
A że młodym osobom, pod niebytność matki,
Rozliczne grożą przypadki,
Nakazuje dziecku srogo:
—Nie ruszać mi za próg nogą
I nieprzyjmować nikogo—nikogo!
Jest tu wilk w okolicy; mam go w podejrzeniu,
Że zamyśla o czem brzydkiem;
Pilnujże drzwi, aż wrócę i dam znak kopytkiem,
Wołając cię po imieniu:
Bebe! Lepiej, że zgrzeszym ostrożności zbytkiem,
Niż gdyby miało kiedy być przysłowiom trzodzie:
Mądra koza po szkodzie.
O wilku mówiono w izbie
A wilk tuż sicdział na przyzbie,
Podsłuchał. Matka z domu, a on wnet do córk
Stuk i puk we drzwi komórki.
Wilk zwykle wyciem łaje albo grozi,
Lecz gdy prosić ma potrzebę,
Nieźłe udaje śpiew kozi;
Więc jako mógł najkoziej odezwał się „Bebe
Otwórz!” A kózka na to: „Przepraszam nie można
Mamy niemasz, jestem sama”.
On znowu: „Bebe, otwórz, to ja, mama”
Na to znów kózka ostrożna:
„Głos wprawdzie matczyn; ale czyś ty matka,
Jak mogę wiedzieć gdy zamknięta klatka?
Podejdźże tu i przez to pod progiem korytko
Pokaż mi na znak kopytko.”
Wilk odszedł, klnąc Bebe i mać jej brzydko
Ta bajka jest po całym świecie znana z treści
Lecz żeby ja, dać poznać płci niewieściej,
Udawajmy, że wzięta z francuzkiej powieści.