Ślad błękitny za nim Świeci,
A tym śladom jeździec leci.
—„Mój kochanku, co za droga!
Tu nie znać śladu człowieka,”
—„Dobra droga, kiedy trwoga;
Krzywo jedzie, kto ucieka!
Śladów nie masz do mych włości,
Bo nie wpuszczam pieszych gości.
Bogatego wiozą cugi,
Ubogiego niosą sługi.
—„Wcwał, mój koniu, koniu, wcwał!
Błyska zorza z wschodnich stron,
Za godzinę bije dzwon;
Nim uderzy ranny dzwon,
Mamy sadzić parę skał,
Parę rzek i parę gór;
Za godzinę drugi kur!”
—„Mój kochanku, wstrzymaj wodze!
Koń się lęka, bokiem sadzi,
Pełno skał i drzew na drodze,
Koń o drzewo mię zawadzi.”
—„Moja luba, jakie sznurki,
Jakie wiszą tam kieszonki?”
—„Mój kochanku, to paciórki,
To szkaplerze i koronki!...”
—„Sznur przeklęty! Sznur znienacka
Rumakowi miga w oczy!
Patrz, jak zadrżał, bokiem skoczy...
Moja luba, rzuć te cacka!”
Koń, jak gdyby pozbył trwogi,
Ubiegł prosto pięć mil drogi.
—„Co to za cmentarz, mój miły?”
—„To mur, co mych zamków strzeże.”
—„A te krzyże, te mogiły?”
—„To nie krzyże, to są wieże.
Mur przeskoczym, przejdziem progi,
Tu na wieki koniec drogi.
„Stój mój koniu, koniu, stój!
Przebyłeś, nim zapiał kur,
Tyle rzek, i skał, i gór,
A tuś zadrżał, koniu mój?
Wiem ja, koniu, czego drżysz:
Mnie i tobie boli krzyż.”
—„Czegoś stanął, mój kochanku?
Zimna rosa mię spłukała,
Zimno wieje wiatr poranku—
Okryj płaszczem, bo drżę cała.”
—„Moja luba, przytul skronie,
Na twych piersiach głowę złożę;
Głowa moja ogniem płonie
I kamienie ogrzać może...
—„Jaki masz tam ćwiek ze stali?”
—„To krzyżyk, co matka dała.”
—„Ten krzyżyk ostry jak strzała,
Twarz mi rani, skronie pali!
Precz mi z tym ćwiekiem ze stali!”
Krzyż na ziemię padł i zniknął,
Jeździec pannę wpoły ścisnął,
Z oczu i ust ogniem błysnął;
Rumak ludzkim śmiechem ryknął;
Przeskoczyli cwałem mury,
Biją dzwony, pieją kury.
Nim ksiądz przyszedł na mszę ranną,
Zniknął koń z jeźdźcem i panną.