Wrócił się, czekał z daleka,

Za gęstym usiadłszy krzakiem:

Lecz próżno czeka i czeka,

Nikt nie powracał tym szlakiem.

Wstaje, i dłoń w trąbkę zwinął25,

I patrzył przez palców szparę,

Ale i dzień już przeminął,

I mroki padają szare.

Czekał długo po zachodzie,

A gdy noc gwiazdy zapala,