Nagle zsiniało, plamami czernieje,

Podobne zmarzłej nieboszczyka twarzy,

Która się w izbie przed piecem rozgrzeje,

Ale nabrawszy ciepła a nie życia,

Zamiast oddechu, zionie parą gnicia.

Wiatr zawiał ciepły. — Owe słupy dymów,

Ów gmach powietrzny jak miasto olbrzymów.

Niknąc pod niebem jak czarów widziadło,

Runęło w gruzy i na ziemię spadło:

I dym rzekami po ulicach płynął,