Jak tam marzniono i z koni spadano,

I jak carowi w końcu winszowano —

Czuję tę wielkość, bogactwo przedmiotu!

Gdybym mógł opiąć, wsławiłbym me imię;

Lecz muza moja, jak bomba47 w pół lotu,

Spada i gaśnie w prozaicznym rymie,

I śród głównego manewrów obrotu,

Jak Homer w walce bogów, — ja — ah, drzymię.

Już przerobiono wojskiem wszystkie ruchy,

O których tylko car czytał lub słyszał;