Biorą ich z ziemi policejskie sługi

I niosą chować; martwych, rannych społem:

Jeden miał żebra złamane, a drugi

Był wpół harmatnym przejechany kołem;

Wnętrzności ze krwią wypadły mu z brzucha,

Trzykroć okropnie spod harmaty krzyknął,

Lecz major woła: „Milcz! bo car nas słucha”.

Żołnierz tak słuchać majora przywyknął,

Że zęby zaciął; — nakryto co żywo

Rannego płaszczem, bo gdy car przypadkiem