Tenże bladawy księżyc i kroplista rosa,

I tuman na kształt z lekka prószącego śniegu;

I gwiazdy toną w błękit po nocnym obiegu,

I taż sama nade mną świeci gwiazdka wschodnia,

Którą wtenczas widziałem, którą widzę co dnia;

W tychże miejscach toż samo uczucie paliło.

Wszystko było jak dawniej — tylko jej nie było!

Podchodzę ku altance, jakiś szmer u wniścia,

To ona?... Nie! to wietrzyk zżółkłe strząsał liścia.

Altano! mego szczęścia kolebko i grobie,