Bywam albo w niebiosach, albo w piekła mękach.

Gdy ona wspomni, westchnie i łezkę wyleje,

Zbliżam się do usteczek, biały włos rozwieję,

Zmieszam się z odetchnieniem i przeniknę ciebie,

I jestem w niebie!

Lecz kiedy!... oh, czujecie, wy, coście kochali!

Jakim zawiść ogniem pali!...

Długo jeszcze po świecie błąkać się potrzeba,

Aż ją Bóg w swoje objęcie powoła;

Natenczas śladem lubego anioła