Był ranek; kiedy dumam, narzekam i jęczę,

Deszcz lał jak z wiadra, tęgi wicher dmuchał,

Utuliłem głowę w krzaczek...

z łagodnym uśmiechem

Ten ladaco mię podsłuchał...

Lecz nie wiem, czy tylko jęki,

Czy nawet imię podsłuchał;

Bo bardzo blisko był krzaczek.

KSIĄDZ

O biedny, biedny młodzieńcze!