Chwyciłem, zgniotłem, — oczy na łeb mu wybiegły!

Siadam na ziemi płacząc; w przedporannym mroku

Ktoś nasuwa się, kijem podpierając kroku.

Kobieta w reszcie stroju, schorzała, wybladła,

Bardziej do czyscowego podobna widziadła;

Gdy obaczy straszliwą marę w pustym gmachu,

Żegnając się i krzycząc słania się z przestrachu.

Nie bój się! Pan Bóg z nami! ktoś, moja kochana?

Czego po domu pustym błąkasz się tak z rana?

„Jestem biedna uboga, ze łzami odpowie;