I taż sama nade mną świeci gwiazdka wschodnia,

Którą wtenczas widziałem, którą widzę co dnia;

W tychże miejscach toż samo uczucie paliło.

Wszystko było jak dawniej — tylko jej nie było!

Podchodzę ku altance, jakiś szmer u wniścia,

To ona?... Nie! to wietrzyk zżółkłe strząsał liścia.

Altano! mego szczęścia kolebko i grobie,

Tum poznał, tum pożegnał!... ach! com uczuł w tobie!

To miejsce może wczora było jej siedzeniem,

Ona wczora tym samym oddychała tchnieniem!