Nisko kłaniałem, i z paziem gadałem!”

Szło kilku ludzi między tym natłokiem,

Różni od innych twarzą i odzieniem,

Na przechodzących ledwo rzucą okiem,

Ale na miasto patrzą z zadumieniem.

Po fundamentach, po ścianach, po szczytach,

Po tych żelazach i po tych granitach

Czepiają oczy, jakby próbowali,

Czy mocno każda cegła osadzona;

I opuścili z rozpaczą ramiona,