I nóżką miga w futrzanym trzewiku,

Białe jak śniegi, rumiane jak raki. —

Wtem dwór odjeżdża; stanęły orszaki.

Podbiegły wozy, ciągnące jak statki

Obok pływaczów w głębokiej kąpieli.

Już pierwsi w wozy wsiedli i zniknęli;

Za nimi pierzchły piechotne ostatki.

Niejeden kaszlem suchotniczym stęknie,

A przecież mówi: „Jak tam chodzić pięknie!

Cara widziałem, i przed Jenerałem