Okiem tak pilnie w swojej księdze czytał,

Że słysząc obcych kroki i rozmowę

Tuż ponad sobą, kto są, nie zapytał,

I tylko z ręki lekkiego skinienia

Widać, że prosi, wymaga milczenia.

Coś tak dziwnego było w ręki ruchu,

Że choć podróżni tuż nad nim stanęli,

Patrząc i szepcąc, i śmiejąc się w duchu,

Umilkli wszyscy, przerwać mu nie śmieli.

Jeden w twarz spojrzał i poznał, i krzyknął: