Wierzga i gryzie lodowe wędzidła,

Już mokrą szyję pod obłoki wzdyma;

Już! — jeszcze jeden, jeden łańcuch trzyma —

Wkrótce rozkują; — słyszę młotów kucie...”

Rzekł i postrzegłszy, że ktoś słucha z boku,

Zadmuchnął świecę i przepadł w pomroku.

Błysnął i zniknął jak nieszczęść przeczucie,

Które uderzy w serce, niespodziane,

I przejdzie straszne — lecz nie zrozumiane.

Do przyjaciół Moskali