Nasypywał żwiru brzemię.

Ja zrywam się, walczę śmiało,

Targam jego członków kłęby,

Ćwiertuję piaszczyste ciało,

Gryzę go wściekłymi zęby.

Huragan chciał z mych ramion w niebo uciec słupem:

Nie wydarł się; w pół ciała zerwał się i runął,

Deszczem piasku z góry lunął

I legł u nóg mych długim jak wał miejski trupem.

Odetchnąłem! ku gwiazdom spoglądałem dumnie;