W pałacu świeższa murawa i kwiecie:

Takim podłoga kobiercem osnuta,

Takie po ścianach rozwisłe bisiory91,

Z liściem ze srebra i kwieciem ze złota:

Nad dzieło bogiń, nad smug różnowzory

Cudniejsza branek lechickich robota...

W kratach u niego szklanne okienice,

Przywoźne92 kędyś93 aż od ziemi końca,

Błyszczą jak polskich rycerzy zbroice,

Albo jak Niemen, przed oczyma słońca