Kiejstut coraz smutniejszy, Walter jak mocno zmieniony!

Dawniej, chociaż nie bywał nigdy zbytecznie wesoły,

— W chwilach nawet szczęśliwych lekki mrok zamyślenia

Lice jego przysłaniał — ale w objęciach Aldony

Dawniej miewał pogodne czoło i lice spokojne,

Zawsze ją witał uśmiechem, czułym pożegnał wejrzeniem.

Teraz, zda się, że jakaś skryta dręczyła go boleść;

Cały ranek przed domem z założonymi rękami,

Patrzy na dymy płonących z dala miasteczek i wiosek,

Patrzy dzikimi oczyma; w nocy porywa się ze snu