I przez okno krwawą łunę pożarów uważa.
«Mężu drogi, co tobie?» — pyta ze łzami Aldona —
«Co mnie? będęż spokojnie drzemał, aż Niemcy napadną,
sennego związawszy, w ręce katowskie oddadzą?»
«Boże uchowaj, mężu! straże pilnują okopów».
«Prawda, straże pilnują, czuwam i szablę mam w ręku:
A kiedy wyginą straże, wyszczerbi się szabla...
Słuchaj, jeśli starości, nędznej starości dożyję?...»
«Bóg nam zdarzy pociechę z dziatek...» «Wtem Niemcy napadną,
Żonę zabiją, dzieci wydrą, uwiozą daleko