Niech przyśpiewują i na Alfa grobie...»

Alf już nie słyszał. On po dzikim brzegu

Błądził bez celu, bez myśli, bez chęci.

Tam góra lodu, tam puszcza go nęci:

W dzikich widokach i w naglonym biegu

Znajdował jakąś ulgę, utrudzenie.

Ciężko mu, duszno śród zimowej słoty;

Zerwał płaszcz, pancerz, roztargał odzienie

I z piersi zrzucił wszystko — prócz zgryzoty.

Już rankiem trafił na miejskie okopy;