I z pruskich wiosek, gdy zebrane dzieci

Igrają w wieczór u bliskiej dąbrowy,

Natenczas z okna coś białego świeci,

Jak gdyby promyk wschodzącej jutrzenki:

Czy to jej włosa pukiel bursztynowy,

Czyli to połysk drobnej śnieżnej ręki,

Błogosławiącej niewiniątek głowy...

Komtur, tamtędy obróciwszy kroki,

Słyszy, gdy wieżę narożną pomijał36:

«Tyś Konrad!... Przebóg, spełnione wyroki!