Myśl, znużonymi ulatując pióry,

Spada, w domowe tuli się zacisze,

Lutnia umilkła w odrętwiałym ręku;

Śród żałosnego spółrodaków jęku

Często przeszłości głosu nie dosłyszę!

Lecz dotąd iskry młodego zapału

Tlą w głębi piersi; nieraz ogień wzniecą,

Duszę ożywią i pamięć oświecą.

Pamięć naówczas, jak lampa z kryształu,

Ubrana pędzlem w malowne obrazy,