Niknąc pod niebem jak czarów widziadło,

Runęło w gruzy i na ziemię spadło:

I dym rzekami po ulicach płynął,

Zmieszany z parą ciepłą i wilgotną;

Śnieg zaczął topnieć — i nim wieczór minął,

Oblewał bruki rzeką Stygu błotną.

Sanki uciekły, kocze i landary

Zerwano z płozów; grzmią po bruku koła;

Lecz pośród mroku i dymu, i pary

Oko pojazdów rozróżnić nie zdoła;