Choć nie miał co otwierać, bo zamku podwoje

Stały otworem. Przecież, wynalazł drzwi dwoje;

Sam je własnym nakładem naprawił i wstawił,

I drzwi tych odmykaniem codziennie się bawił.

W jednej z izb pustych, obrał mieszkanie dla siebie;

Mogąc żyć u Hrabiego na łaskawym chlebie,

Nie chciał, bo wszędzie tęsknił i czuł się niezdrowym,

Jeżeli nie oddychał powietrzem zamkowym.

Skoro ujrzał Hrabiego, czapkę z głowy schwycił,

I krewnego swych panów ukłonem zaszczycił,