Przysiągłem wyszczerbić go na Sopliców karkach,

Ścigałem ich na sejmach, zajazdach, jarmarkach.

Dwóch zarąbałem w kłótni, dwóch na pojedynku;

Jednego podpaliłem w drewnianym budynku,

Kiedyśmy zajeżdżali z Rymszą Korelicze:

Upiekł się tam jak piskorz; a tych nie policzę,

Którym uszy obciąłem. Jeden tylko został,

Który dotąd ode mnie pamiątki nie dostał:

Rodzoniutki braciszek owego wąsala!

Żyje dotąd i z swoich bogactw się przechwala,