Zamku Horeszków tyka swych kopców krawędzią,

Szanowany w powiecie, ma urząd, jest Sędzią!

I pan mu zamek oddasz? Niecne jego nogi

Mają krew pana mego zetrzeć z tej podłogi?

O nie! Póki Gerwazy ma choć za grosz duszy,

I tyle sił, że jednym małym palcem ruszy

Scyzoryk swój wiszący dotychczas na ścianie,

Póty Soplica tego zamku nie dostanie!»

«O! — krzyknął Hrabia, ręce podnosząc do góry —

Dobre miałem przeczucie, żem lubił te mury!