Siedzi i zda się dumać o losach jarzyny;

Tam, plącząc stronki w marchwi zielonej warkoczu,

Wysmukły bób obraca na nią tysiąc oczu;

Owdzie podnosi złotą kitę kukuruza137;

Gdzieniegdzie otyłego widać brzuch harbuza138,

Który od swej łodygi aż w daleką stronę,

Wtoczył się jak gość między buraki czerwone.

Grzędy rozcięte miedzą; na każdym przykopie139

Stoją jakby na straży w szeregach konopie,

Cyprysy jarzyn; ciche, proste i zielone,