Ten z gołą głową; inni jak gdyby obłokiem

Obwiani, idąc, na wiatr puszczają zasłony,

Ciągnące się za głową, jak komet ogony.

Każdy w innej postawie: ten przyrósł do ziemi,

Tylko oczyma kręci na dół spuszczonemi;

Ów, patrząc wprost przed siebie, niby senny kroczy,

Jak po linie, ni w prawo, ni w lewo nie zboczy;

Wszyscy zaś ciągle w różne schylają się strony

Aż do ziemi, jak gdyby wybijać pokłony.

Jeżeli się przybliżą albo się spotkają,