I pomiędzy gałęzi gęstwę, pełni trwogi,

Zniknęli nagle z oczu jako leśne bogi.

W Soplicowie ruch wielki. Lecz ni psów hałasy,

Ani rżące rumaki, skrzypiące kolasy256,

Ni odgłos trąb dających hasło polowania

Nie mogły Tadeusza wyciągnąć z posłania;

Ubrany padłszy w łóżko, spał jak bobak257 w norze.

Nikt z młodzieży nie myślał szukać go po dworze;

Każdy sobą zajęty śpieszył, gdzie kazano;

O towarzyszu sennym całkiem zapomniano.