On chrapał. Słońce w otwór, co śród okienicy

Wyrżnięty był w kształt serca, wpadło do ciemnicy

Słupem ognistym, prosto sennemu na czoło.

On jeszcze chciał zadrzemać i kręcił się wkoło,

Chroniąc się blasku. Nagle usłyszał stuknienie,

Przebudził się: wesołe było przebudzenie.

Czuł się rzeźwym jak ptaszek, z lekkością oddychał,

Czuł się szczęśliwym, sam się do siebie uśmiechał:

Myśląc o wszystkim, co mu wczora się zdarzyło,

Rumienił się i wzdychał, i serce mu biło.