Spojrzał w okno, o dziwy! W promieni przezroczu,

W owym sercu, błyszczało dwoje jasnych oczu,

Szeroko otworzonych, jak zwykle wejrzenie,

Kiedy z jasności dziennej przedziera się w cienie.

Ujrzał i małą rączkę, niby wachlarz z boku

Nadstawioną ku słońcu dla ochrony wzroku;

Palce drobne, zwrócone na światło różowe,

Czerwieniły się na wskroś jakby rubinowe.

Usta widział ciekawe, roztulone nieco,

I ząbki, co jak perły śród koralów świecą,