I lica, choć od słońca zasłaniane dłonią

Różową, same całe jak róże się płonią.

Tadeusz spał pod oknem; sam ukryty w cieniu,

Leżąc na wznak, cudnemu dziwił się zjawieniu

I miał je tuż nad sobą, ledwie nie na twarzy:

Nie wiedział, czy to jawa, czyli mu się marzy

Jedna z tych miłych, jasnych twarzyczek dziecinnych,

Które pomnim widziane we śnie lat niewinnych.

Twarzyczka schyliła się — ujrzał, drżąc z bojaźni

I radości, niestety! ujrzał najwyraźniej,