Przypomniał, poznał włos ów krótki, jasnozłoty,
W drobne, jako śnieg białe, zwity papiloty,
Niby srebrzyste strączki, co od słońca blasku
Świeciły jak korona na świętych obrazku.
Zerwał się i widzenie zaraz uleciało
Przestraszone łoskotem; czekał, nie wracało!
Tylko usłyszał znowu trzykrotne stukanie
I słowa: «Niech pan wstaje, czas na polowanie.
Pan zaspał». Skoczył z łóżka i obu rękami
Pchnął okienicę, że aż trzasła zawiasami