Tłum szlachty go otaczał i uszy nadstawiał,

I nosy ku księdzowskiej chylił tabakierze;

Brano z niej, i kichała szlachta jak moździerze.

«Reverendissime271 — rzekł kichnąwszy Skołuba —

To mi tabaka, co to idzie aż do czuba!

Od czasu jak nos dźwigam (tu głasnął nos długi)

Takiej nie zażywałem (tu kichnął raz drugi);

Prawdziwa bernardynka, pewnie z Kowna rodem,

Miasta sławnego w świecie tabaką i miodem.

Byłem tam lat już...» — Robak przerwał mu: «Na zdrowie