Chybili. Niedźwiedź skoczył; oni tuż utkwiony

Oszczep jeden chwycili czterema ramiony,

Wydzierali go sobie. Spojrzą, aż tu z pyska

Wielkiego, czerwonego dwa rzędy kłów błyska,

I łapa z pazurami już się na łby spuszcza;

Pobledli, w tył skoczyli i, gdzie rzednie puszcza,

Zmykali. Zwierz za nimi wspiął się, już pazury

Zahaczał, chybił, podbiegł, wspiął się znów do góry

I czarną łapą sięgał Hrabiego włos płowy.

Zdarłby mu czaszkę z mozgów jak kapelusz z głowy,