I przednimi łapami to drzewa korzenie,

To pniaki osmalone, to wrosłe kamienie

Rwał, waląc w psów290 i w ludzi, aż wyłamał drzewo.

Kręcąc nim jak maczugą na prawo, na lewo,

Runął wprost na ostatnich strażników obławy:

Hrabię i Tadeusza. Oni bez obawy

Stoją w kroku, na źwierza wytknęli flint rury,

Jako dwa konduktory291 w łono ciemnej chmury;

Aż oba jednym razem pociągnęli kurki

(Niedoświadczeni!), razem zagrzmiały dwururki: