Soki żywne, aż z brzegów naczynia war pryśnie

I powietrze dokoła zionie aromatem.

Bigos już gotów. Strzelcy z trzykrotnym wiwatem,

Zbrojni łyżkami, biegą i bodą naczynie;

Miedź grzmi, dym bucha, bigos jak kamfora ginie;

Zniknął, uleciał; tylko w czeluściach saganów

Wre para jak w kraterze zagasłych wulkanów.

Kiedy się już do woli napili, najedli,

Źwierza na wóz złożyli, sami na koń siedli,

Radzi wszyscy, rozmowni, oprócz Asesora