Twarz schyloną w otwarte utuliła dłonie,

Choć nie słyszysz szlochania, znać, że we łzach tonie.

Daremnie broniło się serce Tadeusza;

Ulitował się, uczuł że go żal porusza.

Długo poglądał niemy, ukryty za drzewem,

Na koniec westchnął i rzekł sam do siebie z gniewem:

«Głupi! cóż ona winna, że się ja pomylił?»

Więc z wolna głowę ku niej zza drzewa wychylił —

Gdy nagle Telimena zrywa się z siedzenia,

Rzuca się w prawo, w lewo, skacze skróś strumienia,