Bez celu i bez drogi; aż niemało czasu

Nabłąkawszy się, w końcu wszedł w głębinę lasu

I trafił, czy umyślnie, czyli też przypadkiem,

Na wzgórek, co był wczora szczęścia jego świadkiem,

Gdzie dostał ów bilecik, zadatek kochania,

Miejsce, jak wiemy, zwane Świątynią dumania.

Gdy okiem wkoło rzuca, postrzega: to ona!

Telimena, samotna, w myślach pogrążona,

Od wczorajszej postacią i strojem odmienna,

W bieliźnie, na kamieniu, sama jak kamienna;