Potem przysiadł się, jak mógł najbliżej, do Zosi,

Nalewa jej do szklanki, talerze przynosi,

Prawi tysiąc grzeczności, kłania się, uśmiécha,

Czasem oczy wywraca i głęboko wzdycha.

Widać przecież, pomimo tak zręczne łudzenie,

Że umizgał się tylko na złość Telimenie:

Bo głowę odwracając, niby nieumyślnie,

Coraz ku Telimenie groźnym okiem błyśnie.

Telimena nie mogła pojąć, co to znaczy;

Ruszywszy ramionami, myśliła: dziwaczy!