Szczęściem, schylił się Woźny i wydarł się śmierci.

Porwali się z miejsc wszyscy; chwilę była głucha

Cichość, aż Sędzia krzyknął: «W dyby tego zucha!

Hola, chłopcy!» — i czeladź rzuciła się żwawo

Ciasnym przejściem pomiędzy ścianami i ławą.

Lecz Hrabia krzesłem w środku zagrodził im drogę

I na tym szańcu słabym utwierdziwszy nogę,

«Wara! — zawołał — Sędzio! nie wolno nikomu

Krzywdzić sługę mojego w moim własnym domu:

Kto ma na starca skargę, niech mi ją przełoży».