Znowu wzrok mu skleił się, zadzwoniło w uszach —

Widzi tłum szlachty konnej, błyszczą karabele:

Zajazd! zajazd Korelicz i Rymsza na czele!

I ogląda sam siebie, jak na koniu siwym,

Z podniesionym nad głową rapierem369 straszliwym

Leci; rozpięta na wiatr szumi taratatka,

Z lewego ucha spadła w tył konfederatka;

Leci, jezdnych i pieszych po drodze obala,

I na koniec Soplicę w stodole podpala.

Wtem ciężka marzeniami na pierś spadła głowa,