Dziwne stanęły mary, tłoczą się i wiją:

Klucznik widzi Horeszki, swoje dawne pany;

Ci niosą karabele367, drudzy buzdygany368,

Każdy groźnie spoziera i pokręca wąsa,

Składa się karabelą, buzdyganem wstrząsa;

Za nimi jeden cichy, posępny cień mignął,

Z krwawą na piersi plamą. Gerwazy się wzdrygnął,

Poznał Stolnika; zaczął wkoło siebie żegnać,

I ażeby tym pewniej straszne sny rozegnać,

Odmawiał litaniją o czyscowych duszach.