Bieży do starca liśćmi kapusty znęcona,

Do nóg mu, na kolana skacze, na ramiona.

On, sam biały jak królik, lubi ich gromadzić

Wkoło siebie i ręką ciepły ich puch gładzić;

A drugą ręką z czapki proso w trawę miota

Dla wróblów: spada z dachów krzykliwa hołota419.

Gdy się staruszek bawił widokiem biesiady,

Nagle króliki znikły w ziemi, a gromady

Wróblów na dach uciekły przed gośćmi nowymi,

Którzy szli do folwarku krokami prędkiemi.