Maciej ogrzał się słońcem, zakończył pacierze,

I już się do swojego gospodarstwa bierze.

Wyniósł traw, liścia; usiadł przed domem i świsnął:

Na ten świst rój królików spod ziemi wytrysnął.

Jako narcyzy nagle wykwitłe nad trawę,

Bielą się długie słuchy418; pod nimi jaskrawe

Przeświecają się oczki jak krwawe rubiny,

Gęsto wszyte w aksamit zielonej darniny.

Już króliki na łapkach stają; każdy słucha,

Patrzy; na koniec cała trzódka białopucha